KONTAKT

Mój e-mail:
hubert.zdjecia@gmail.com


mój nr GG:
473226


poniedziałek, 8 lutego 2010

Cytuję...

Przeglądając blogi fotograficzne natknąłem się na blog Agnieszki i Marcina Rusinowskich (5CZWARTYCH), gdzie zapoznałem się z bardzo ciekawymi przemyśleniami, które chętnie zacytuję:

"Jak się zaczyna cała historia – chyba od braku oczekiwań, od wyrywkowego potraktowania tematu wyboru fotografa, braku świadomości tego co dzieje się na rynku, braku przełożenia tego na kalendarz, szukaniu oszczędności po najmniejszej linii oporu, słuchaniu rad na forach ślubnych, gdzie doradzający kierują się swoim gustem i z uporem tkwią we własnych decyzjach jako miarodajnych dla każdego. W końcu dochodzi zdawanie się na fotografa – ale to można robić wyłącznie przy fotografie mającym za sobą masę doświadczenia. Mój tata mawia, że biednych ludzi nie stać na tanie rzeczy, bo płacą za nie kilka razy. Problem w tym, że zdjęcia ślubne są robione tylko raz. Z jednej ceremonii jest tylko jeden moment - jedna okazja na zrobienie danego zdjęcia. Patrząc z perspektywy fotografa – jest to cholernie stresujące – bo albo zniszczysz albo utrwalisz czyjeś wspomnienia z tego dnia. Jedni niszczą – inni utrwalają i tak wygląda rynek fotografii ślubnej w najprostszym zarysie. Kiepskie zdjęcia = popsute wspomnienia, żal, że nie da się cofnąć czasu i postawić w to miejsce kogoś innego, żeby zdjęcia wyszły lepiej. Klient wybiera fotografa na podstawie portfolio – dorobku mniej lub bardziej artystycznego. To jest to co czuje fotograf, takie rzeczy widział, takie rzeczy zdecydował się utrwalić. Oczekiwanie innych zdjęć lub diametralnie innych momentów to jak pojechanie Audi TT w błoto po klamki. Piękny samochód, ale z asfaltu to bym bardzo daleko nie odjeżdżał. Warto o tym pamiętać – fotograf to nie chorągiewka na wietrze.

Dużo się nad tym zastanawiałem – ostatnio pomiędzy przelotami na reportaże ślubne zamiast za kółkiem siedziałem w fotelu lotniczym więc spisałem przemyślenia – moim zdaniem fotografa wynajmuje się najczęściej:

bo koleżanka miała, zdjęcia się podobają. Jeden z najprostszych wariantów: widzicie dokładnie co koleżanka dostała. Warto mieć tylko świadomość, że koleżanka płaciła mniej i że ceny rosną. Pocieszające jest to, że fotograf robi lepsze zdjęcia niż kiedyś… przynajmniej większość fotografów :)

bo jest tani i musimy się pogodzić z faktem, że nasz wybór podyktowany jest ceną. Zdjęcia średnio nam się podobają, ale finanse niestety zmuszają nas do tego wyboru. No i mnóstwo dziewczyn z forum go miało. Osobiście uważam, że zamiast płacić amatorowi, który na Was będzie się uczył i weźmie za to pieniądze (co uważam za szczyt bezczelności – wg mnie uczący płaci za naukę komuś lub w najlepszym wypadku ma możliwość edukacji ZA DARMO) lepiej poprosić kogoś znajomego o zrobienie zdjęć. Często sprzęt będzie podobny, a ktoś będzie miał okazję i radość zrobienia Wam prezentu. Jakość zdjęć niekoniecznie musi odbiegać od tego, co niektórzy oferują jako zdjęcia ślubne odpłatnie.

nie ma innego wolnego na ten termin – za późno wzięliście się za szukanie. Trochę bolesna rzeczywistość braku możliwości innego wyboru. Częsty przypadek i chyba 90% zapytań w tym momencie – ani nie mam specjalnie do kogo odesłać, bo wszyscy fotografowie, których mogę z czystym sumieniem polecić zajęci, ani nie mam co tak naprawdę mądrego doradzić. Delta mamy problem. Wybieracie to co możecie czyli niewiele. Szansa na dobrego fotografa miesiąc przed ślubem to środa/sobota w Lotto.

myślimy, że ten fotograf zrobi nam zdjęcia takie jak nam się podobają u innego fotografa tylko taniej. Osobiście uważam, że każda wtórna kopia musi być gorsza. Natomiast poprzeczkę tego kompromisu ustawiliście sami. Ten wybrany fotograf niekoniecznie musi “czuć” zdjęcia jakich oczekujecie od niego. Ale o dziwo – żyjemy w kraju, gdzie można komuś obiecać, że zrobi się takie zdjęcia jak fotograf z górnej półki tylko oczywiście… taniej. Nawet w ERZE nie opowiadają takich bajek jak w lidze polskich fotografów ślubnych. Co śmieszniejsze – im tańszy fotograf, tym więcej obietnic.

wynajmujecie fotografa, któremu ufacie, widzieliście co najmniej kilka jego całych materiałów a nie kilkadziesiąt najlepszych zdjęć z przestrzeni kilku lat. patrząc na cały materiał dopiero można mieć pojęcie jaki jest średni poziom jego zdjęć. Co to jest cały materiał? Sto zdjęć jednej pary z samego reportażu. Kilka dobrych zdjęć czasem myli. O profesjonalizmie wg mnie świadczy powtarzalność poziomu widoczna na wielu zdjęciach, ale nie kilku najlepszych, tylko globalnie poziom zdjęć na tle całego ślubu. Sprzęt, doświadczenie, dyskrecja, umiejętność pracy z ludźmi – czyli kontakt. Wbrew pozorom i zapatrzeniu na zdjęcia fotografów zagranicznych jest naprawdę sporo dobrych fotografów w Polsce. Najistotniejsze jest to, że dobry fotograf widząc, że nie nadaje na tych samych falach co Wy nie podejmie się zdjęć. To nie jest foch, gwiazdorstwo, ale po prostu odpowiedzialność. Wynajmujecie kogoś, kto ma już swój styl, metody pracy i na podstawie tego gwarantuje efekt. Wie co zrobi. Wie co wyjdzie. Dlatego jeżeli macie ciężki kontakt, źle Wam się rozmawia, jakieś złe fluidy etc. to lepiej nie. Albo akceptujecie jego stylistykę i sposób pracy albo nie. Fotograf powinien pracować na swoich warunkach, bo tylko wtedy może ręczyć Wam za efekt, a tego też oczekujecie.

wynajmujecie dowolnego fotografa za podaną przez niego cenę. Pełen komfort pod warunkiem, że trafiliście na właściwą osobę. Pytanie czy dobrze przemyśleliście wybór? Jeżeli podobają Wam się zdjęcia jakie ma w portfolio, to już połowa sukcesu. Hydrozagadka w wersji uproszczonej: jakie są szanse na trafienie na właściwego fotografa za pomocą internetu? Przecież nawet szary burek się może spozycjonować jako pudel królewski o lśniącej śnieżnobiałej sierści… Spotkanie, zdjęcia na papierze, rozmowa. Fajna osoba? Zdjęcia Was zauroczyły? Podpisujcie. Za dwa dni może się okazać, że ktoś też miał fajne spotkanie z fotografem, tylko wyszedł z podpisaną umową.

tego fotografa polecał ktoś na jakimś forum. Powód dobry jak każdy inny. Może to sam fotograf polecał się na forum? Może fotograf ma krewnych lub znajomych? Myśleć nam nie kazano, bo na forum polecano…

Czy tytułowe tanio szybko dobrze jest w ogóle możliwe?

Ja mam prostą odpowiedź: zdjęcia ślubne mają różną wartość, podobnie jak zawartość. I jedno i drugie ma swoją zależność w portfelu klienta, jego gustach, jego świadomości fotograficznej (w jakimś zakresie rozumiem oburzenie ludzi nie widzących różnicy pomiędzy zdjęciami Jeffa Ascough’a, a dowolnego pana Mietka robiącego już dwa miesiące zdjęcia ślubne aparatem z MediaMarkt w promocji za 1500 zł), wrażliwości, chęci posiadania (też w różnym zakresie) wspomnień na papierze. Ludzie są różni – dlatego nie każdy fotograf jest dla każdego klienta."

piątek, 5 lutego 2010

Pokój z Wami...

Dzisiejszy wpis będzie troszkę inny. Chciałbym przedstawić Wam jednego z młodszych sławnych fotografów zagranicznych. Kanadyjczyk Joey Lawrence. Podobnie jak ja, to samouk, bez specjalistycznego wykształcenia w szkole fotograficznej. Bardzo szanuję jego pracę. Potrafi pokazać wewnętrzne piękno portretowanej osoby i nie jest ważne czy to biedak ze slumsów, czy tubylec z Etiopii. Jego zdjęcia zatrzymują wzrok na dłużej i pozwalają oglądającemu stworzyć własne wyobrażenie historii tego zdjęcia.

Piszę o tej osobie również z innego powodu. Jakiś czas temu Joey wraz ze znajomymi zrobili mały teledysk, który w pewnym sensie jednoczy właścicieli Nikona i właścicieli Canona. Sam nie wiem po co i czemu, ale na niektórych forach fotograficznych panuje spór i delikatna wojna między właścicielami tych dwóch marek. Moim zdaniem jest to wojna zupełnie niepotrzebna. Pokój z Wami, wojownicy! :) Ja kocham Nikona za jego szybkość i szanuję Canona za przeogromny dostęp do stałek. Poniżej teledysk z wyżej wspomnianym fotografem, "NIKON GIRL":



poniedziałek, 25 stycznia 2010

Kto chce pomóc Szymkowi?


Dzisiejszy wpis zupełnie poważny, więc proszę o potraktowanie go z najwyższą możliwą powagą. Wspominałem w tym blogu troszeczkę o moim znajomym fotografie: Piotrze Ulanowskim. Jako, że to mój jeden z lepszych znajomych, postanowiłem dziś poprosić Was o drobną przysługę. Piotrowi jakiś czas temu urodził się Szymek. Wspaniały chłopak. Wniósł wiele radości w progi Ulanowskich. Niestety, życie i los ludzki bywają bardzo brutalne. Szymek ma dwa lata i by mógł cieszyć się beztroskim życiem szczęśliwego dziecka czekają go ciężkie i drogie operacje na sercu.


Wszystkich chętnych proszę w imieniu swoim i rodziny Szymka o przekazanie 1% podatku na operację dla Szymka. Poniżej wzór:



Po szczegóły zapraszam na adres: http://ulanowskiszymon.blogspot.com

Dziękuję za pomoc.

Ile byłabyś / byłbyś w stanie zapłacić za nieprzeciętne zdjęcia ślubne